negatywy dnia, klisze słów, komentarze współczesności...
RSS
piątek, 27 stycznia 2012
wrażenia / archiwalia
* 
Trzy tomy, ok. 1300 stronic, 8 powieściowych miesięcy
i 12 w czasie wydawniczym.
Czytelnicy (mimo ekspresowego przekładu)
zostali wystawieni na różne próby:
cierpliwości i pamięci,
niedokładności korektorsko-redaktorskich
i śmiem twierdzić, że w finale – niezakończonej podróży przez równoległe światy.

Z roku 1984
niezauważanie trafiamy do tytułowej rzeczywistości 1Q84, zwanej także „miastem kotów”
z dwoma księżycami...
Sugestywność i tajemniczość, filmowość,
niepokój przesycony zagadkowością rodem z SF.
Zbyt lubię twórczość H. Murakamiego, by widzieć tu niedoskonałości,
ale zbyt wiele pytań i drobnych wątków, zostało zawieszonych.
Trudno uwierzyć, by były to „przeoczenia” rozbudowanej fabuły.
Przeczuwam przemyślny zabieg, by spotkać się w kolejnym świecie
z papierowym księżycem.

**
Czytając recenzje rozumiałam, że narodowej operze nad operami
przytrafiła się nietrafiona interpretacja.
Ale głosy coraz bardziej się dzieliły, różniły i kontrastowały opiniami.
Jednocześnie zgodnie przytakiwały
nad szczegółami trudnymi (wręcz niemożliwymi) do logicznej akceptacji:
od białych kafelków, przez białe niedźwiedzie i rolkarzy w tańcach góralskich,
do barokowo-przerysowanego anioła śmierci.
Mam nadzieję, że te wszystkie drobne kontrowersje nade wszystko wzmocnią żywot „Halki”
w reżyserii Natalii Korczakowskiej.
O linii interpretacyjnej mówi w wywiadzie dla GW.

Szkoda, że w tym sezonie teatralnym pojawiała się tylko 7 razy (premiera w grudniu 2011 r.).
Elementy „satyryczne”, odbijające naszą współczesność, perfekcyjnie wyznaczały dystans...
Urzekło mnie połączenie białych, kafelkowych ścian z kolorowym,
sarmackim „żywym obrazem”
(jak arras, a może ekran „telewizora” na całą ścianę salonu).
W dekonstrukcji kościoła – dopatrywałabym się trochę witkacowskiego ducha.
A te wszystkie nielogiczne elementy czyż nie są efektem „kulturo-żerczości” XXI wieku?

Niezaprzeczalną gwiazdą tego spotkania jest znakomita Wioletta Chodowicz – jako Halka.
Obaj panowie nieco przyblakli na jej tle,
choć i tak Jontek – Rafał Bartmiński, zdawał się bardziej obecny od Artura Rucińskiego.
I bardzo się cieszę, że trafiłam na wieczór „pod batutą” Łukasza Borowicza :)

***
W moim małym świecie jednak zima.
Po paraliżu pobliskich ulic, węzłów komunikacyjnych, wiaduktów zlodowaciałych
– pozostały wspomnienia horroru korków i biały krajobraz.
Tamtego popołudnia szok był duży – bo zaledwie kilkaset metrów dalej:
czarne ulice i zero śniegu.


21:36, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
nawet łagodną zimą...
Najwięcej jest sikorek - gromadka potrafi liczyć ok. 20 ptaszydeł;
wróblowatych pojawia się mniej, ale też zaglądają.
Dziś tłok był umiarkowany :)

 




13:04, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2012
chwilowo
kiedy tak śnieżyło nocnie miałam wrażenie, 
że ten puch wycisza świat...
a dziś trafiłam na przejmującą pustkę w centrum,
jakby miasto
za-marło,
wy-marło,
mary...

I właśnie takie trochę
czary czasowe
i mary tekstowe
odprawiała wczoraj R.U.T.A.
(grająca po nich i z nimi – Paprika Korps, już nieco mniej)

Temat jakże „reakcyjnego” projektu
powrócił dzięki Paszportowi Polityki
dla Macieja Szajkowskiego i płyty Gore *

a na niej oprócz najbardziej rozpoznawalnego „Z batogami na panów”
po-koncerowo muzycznie odkrywam: „Związali mnie w powróz


*wywiad wiele wyjaśniający TU
20:36, alleksandra.r
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 stycznia 2012
między jawą a snem
spowolnienie życia, obserwowane od początku roku, 
ciągle zadziwia pustką ulic,
ale za to w BUWie jakiś tłok nie-dzielny.

W zasadzie od 1 stycznia nieprzerwanie nad czymś pracuję,
odkrywam pułapki; mobilizuję wszystkich, którym się jeszcze nie chce;
bałaganię i porządkuję;
a w mniej senne noce czytam już tylko dla przyjemności:
wróciła kaligraficzna poezja Anny Świrszczyńskiej,
zajmująca bywa historia Tybetu;
bestsellerowy Murakami i „Japoński wachlarz” J. Bator muszą poczekać...

to wszystko jest jakimś antidotum na egzystencjalne wahania,
by dostrzegać JASNOŚCI :)
poza tym:
jeśli nie myślę – zdaje mi się, że wiem;
jeśli myślę – rozumiem, że nic nie wiem...




*
ach, dziś śniło mi się zostałam poproszona,
by wyprowadzić na spacer, na smyczy …
…...............................................................
(oczywiście w ogóle nie byłam zdziwiona)
….......................................................................
karpia



22:48, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 grudnia 2011
pomiędzy końcem a początkiem

noszę w sobie przestrzeń smutku,
głęboką, kolistą jak czas mityczny,
ciężką w bezmiarze
 
.
uciszam ją, rozświetlam, 
składam życzenie do życzenia,
nie udaję – ale takiej mnie mniej...
 
.
Stąd tak jest mi blisko do ostatniego hasła 
w „Alfabecie zakochanego w Indiach”
Jeana-Claude'a Carriere
zatytułowanego Ż Y C I E
i do słów z „Mahabharaty”
 
    
… i właśnie...
i pomimo...
sprzyjającego Roku 2012

14:15, alleksandra.r
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 grudnia 2011
odporność na święta

duże „porządki” w księgozbiorze, do których nie dorosłam latem;

żadnych pomysłów względem życzeń – właściwie mam tylko jedno, niematerialne;
pachną (twarde jak kamień) pierniczki: choinki, dzwoneczki, renifery;
świat się ściga, nawet w odejściach na wieczność,
śnią się niemiłe obrazy...
płacę rachunek 55,55 co wzbudza entuzjazm kasjerki;
pomiędzy złocieniami,czerwieniami, zielonością przed-świętną – duszność:
„proszę zdjąć z taśmy karpia”,
a przecież tak niewiele trzeba, by „karp z lodu” był...
dobrze znana droga z Bielan na Grochów – nadspodziewanie na fali zielonych świateł
(dwa tylko czerwone, przy Arkadii i na Szwedzkiej) – minut 23;
wiele niewypowiedzianego, 
bo... wielka jest tajemnica rzeki...
19:16, alleksandra.r
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 listopada 2011
Artystyczny coming out

Na wernisażu tłumy jakby przyszło niemal całe ASP + znajomi znajomych. Budynek główny dawnej weterynarii wypełniony piętro po piętrze. Szorstkość odrapanych ścian, nierównych podłóg, wysokich progów, zapominanych okien wkomponowała w siebie sztukę wyróżnioną.

Siedem wydziałów i 22 wybrane dyplomy. 

Na mnie największe wrażenie (także pod względem znakomitej prezentacji) zrobił projekt scenografii teatralnej. Jej głęboki i nieprzypadkowy surrealizm, wizyjność i perfekcja oczarowywały widzów. Aż szkoda, że pewnie nigdy nie zostanie (teatralno-galeryjnie) zrealizowany...  

Nie tylko z uwielbienia dla książek i sztuki typograficznej polecam przejrzenie „Kwiatków św. Franciszka” w wersji gotycko-drzeworytniczej ale z wyobraźnią XXI wieku. 

I wreszcie najpotężniejszy eksponat z pracowni rzeźby prof. A. Myjaka. Jego symbolizm, surowość, a jednocześnie bliskość i tajemnica stanowią o skończonym, świadomym i niepokojącym w swym wyrazie – dziele. 

Wszystkie prezentowane prace na stronie projektu  

i kilka mniej dokumentujących impresji

wokół prac autorstwa:

1,2,3 Malwiny Chabockiej

4 Uli Łojko-Smogorzewskiej

5 Zuzanny Ziółkowskiej

6 Pauliny Buźniak

7 Małgorzaty Brecht

8 Anny Rzeźnik

9 * Doroty Pawiłowskiej

 

 1.

2.

3.

4.

5.

6.

7.

8.

9.*



 

                           * ze szczególną dedykacją spotkania w/na Mecie

13:24, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 listopada 2011
Jej Wysokość – Sade

 Ten koncert pozostaje nadal w aurze baśni i poezji.

Fenomenalna artystka na światowym tournee – to było pewne.

Zaskoczyła mnie siła Jej charyzmy. Urzekło piękno i perfekcja, a nade wszystko naturalność i prawdziwość, która tak rzadko wygrywa ze scenicznością.

Publiczność nie skandowała „Sade”, ale to jest jak szept, który jeszcze długo będzie towarzyszył sercu... king of sorrow 

 

***

recenzja z łódzkiego wydania Gazety Wyborczej

14:40, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 06 listopada 2011
zapełniając milczenie

Jesień tego roku niezwykle łaskawa... dla podróży, widoków, optymizmów nad miarę.

Ciągle nie czas smętnego grabienia brzozowych liści.

W rozedrganiach, bezsennościach, zdążeniach ratunek w tekstach:

Max Frisch „Być na świecie: to znaczy być w świetle.” (Homo Faber)

Orhan Pamuk „ Prawdziwe muzea to miejsca, gdzie czas zamienia się w przestrzeń.” (Muzeum niewinności)

Tiziano Terzani „Poeci odgrywają szczególną rolę w tym społeczeństwie. To posłańcy sfery boskiej. Są potrzebni, by głośno wyrazić to, co ludzie myślą po cichu.” (Dobranoc, Panie Lenin*).

Gabriel Garcia Marquez „Tego roku jesień w Paryżu zaczęła się nagle i późno, lodowatym wichrem, który zdmuchnął z drzew ostatnie złote liście. W południe pozamykano tarasy kawiarenek, życie spochmurniało, a promienne lato, które przeciągało się ponad wszelką rachubę, pozostało jedynie w pamięci. W ciągu kilku godzin minęło nieomal kilka miesięcy.” (Morze utraconych opowiadań i inne felietony) 

*Dość ciekawa opowieść, bo w szczególny sposób pokazuje jak rozpadał się Związek Radziecki.

13:02, alleksandra.r
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 października 2011
Pustynie czyli Tinariwen

Ich muzyka „jest równie przestrzenna jak ponadczasowa, czyli taka jak sama pustynia”.

W rytmie truchtu wielbłądów, przeszywających gitarowych riffów i transowości głosów, powstawał świat osobny, nieskończony i przepełniony duchowością.

Na tym koncercie brzmieli przepięknie!!! Myślę, że to wrażenie potęgowały same męskie głosy (na płytach np. kobiece chórki). A moim oczarowaniem była postać z prawej strony :) Widoczna na fragmentach wczorajszego koncertu: Palladium 1 i 2

.

A to, że zachwyt był ogólny i wzajemny, pokazały długie bisy i te cudne oklaski już w foyer, gdy przechodził jeden z muzyków.

 

13:25, alleksandra.r
Link Komentarze (3) »
niedziela, 09 października 2011
w dzień 90. urodzin "starego poety"



15:17, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 października 2011
Pina oraz inne (muzyczne) archiwalia

Ciągle nie potrafię znaleźć własnej odpowiedzi na fenomen teatru tańca Piny Bausch.

Widziane (we wrześniu) trzy spektakle układam według natężenia emocji. Najpierw „Ofiara wiosny” (do muzycznych fragmentów„Święta wiosny” I. Strawińskiego) – totalna w zatraceniu, fizyczności, dzikości i pięknie. „Cafe Muller” – przejmujące, ascetyczne, pełne onirycznego milczenia. I „Vollmond”, który lekko roz-czarował zanim za-czarował. Może dla mnie zbyt widowiskowy, chwilami za mocno groteskowy i kabaretowy.

Ale to w tym księżycu odbijało się wszystko co charakterystyczne dla pełni Jej teatru – afabularyzm, żywioły, kontrastowość i... niekończąca się opowieść o uczuciach (miłości, szczęściu, tęsknocie, samotności, rozpaczy, smutku), które walczą w nas, walczą z nami... 

Wyimki z tych historii, zbliżenia twarzy, spotęgowanie ruchu, ekspresja bólu i esencja radości. Do tego niewiele słów albo milczenie. Fenomenalna muzyka. Hołd pamięci złożony Pinie Bausch przez Wima Wendersa i zespół Tanztheater Wuppertal.

Można, nie znając spektakli, zanurzyć się w ich niezwykłym świecie. Można niemal wejść na scenę, odkryć więcej szczegółów, doświadczyć zmniejszenia dystansu. I więcej zrozumieć...

Te filmowe (prawie) dwie godziny nie są zwyczajnym dokumentem, nie są też zwykłą rejestracją spektakli. Są przeżyciem, istnieją na granicy sztuki, wspomnień, życia i śmierci. 

Pozostają słowa Piny Bausch „Tańczcie, tańczcie; inaczej jesteście zgubieni”...

Dodam, tańczcie szczególnie poprzez oglądanie „Piny”...

A muzyka zaczarowuje (fragment ulubiony) 

*

Intensywność muzyczna tej jesieni ogromna.

Przemknął Festiwal Skrzyżowania Kultur. Liczyłam na nowy projekt Urszuli Dudziak z zespołem Superband Jana Smoczyńskiego. Niestety, drugi raz zawiodłam się na występie tej gwiazdy...

Zadziwiającym fenomenem był zaś występ Nigeryjczyka – Femi Kuti z zespołem. Miałam wrażenie, że prawie cała Kongresowa to jego fani. Owszem charyzmatyczny, ale żeby aż tak? :) 

*

Z Szalonych Dni Muzyki tym razem bardzo niewiele. Andriej Korobeinikow i Brahms fortepianowo. Za rok muzycznymi bohaterami będą kompozytorzy rosyjscy, więc z pewnością z jego wirtuozerią jeszcze będzie można się spotkać. A warto...

I moje spóźnione odkrycie – Motion Trio. Brahms i Liszt rozpisani na trzy akordeony. Poza tym piękne emocje, wiele radości z grania i rozmowy z publicznością, a od słuchaczy odwzajemniona fascynacja.

A koncert zaczęli trochę poza-repertuarowo [….]

 

12:41, alleksandra.r
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 września 2011
Gdzie jest sztuka?

Po sobotnim maratonie 14 (z 17) galerii z pewnością wiem, jak znaleźć sztukę (pokonując cudnej urody klatki schodowe ocalałych kamienic, wchodząc w meandry podwórek i bram, rozszyfrowując artystyczne enklawy w industrialnych przestrzeniach), ale nie mam jasności co do jej kondycji...

Oczywiście zdarzały się przebłyski, jak w Galerii M², gdzie Andrzeja Wasilewskiego pisanie o tym, że kocha, lubi, szanuje, prowadzące do bolących przeciwieństw [bije, dusi, katuje (?)*]. Bo jakże często: „Love will tear Us Apart”.

W pobliskiej Czarnej też intrygujące prace Doroty Buczkowskiej, ale dopiero spojrzenie w portfolio zakodowało na trwałe instalację, co prawda „Bez tytułu”, ale dla mnie huśtawkę (m.in. tu wspomniana).

W nowej siedzibie Galerii Appendix2 m.in. zapowiedź większego projektu Jaremy Drogowskiego z maszyną do... szeptania.

Wreszcie też dotarłam do przestrzeni, którą odbierałam i odbieram niezwykle pozytywnie. Dom Funkcjonalny obecnie przyciąga fotografiami Wojciecha Plewińskiego. Silnie wierzę, że ta otwartość miejsca oraz idei połączona z artystyczną swobodą – będzie trwałym wyróżnikiem nie tylko na okazjonalnej mapie.

U Klimy Bocheńskiej tłum nieco mniejszy niż można by przypuszczać, zważywszy na wielość nazwisk dyplomowych z pracowni L. Tarasewicza (pod opieką P. Susida).

I na koniec ponowne wejście w klimat Soho Factory. Wrażenie, że odległe okolice Mińskiej nabierają rozpędu i są coraz modniejsze / głośniejsze (po przeminięciu Mińskiej 25). Nawet Magazyn Praga tam się przeniósł...  

 

* dopisuję z pamięci, która może być nie-do-słowna

13:57, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 września 2011
Podróż w wiek XIX

Nie wiem jeszcze, czy runą rodzinne mity,

czy może wskrzeszą się wyblakłe.

Nie szukam wielkich tajemnic,

choć odnajdują mnie te Ludzkie... 

Podróż nie tak odległa geograficznie

stała się wyprawą przez stulecia.

Nie zapomnę zapachu starych ksiąg,

kart (wy)czerpanych,

wykaligrafowanych pięknie – niekiedy cyrylicą.  

Tu imię mi bliskie (pierwsza połowa XIX w.)

 

 

a wokół jesień przyćmiona

 

 

20:52, alleksandra.r
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 września 2011
myśli złapane

Milczenie ma wiele odcieni,
to akurat było kolejnym wyciszeniem :)

Dużo mnie we mnie,
choć często niepasującej do świata...
Nie, to nie dzieje się naprawdę!” -
najczęstsza myśl, gdy jedynym wytłumaczeniem
jest bezrefleksyjny egoizm.

Kontrast
dla wszystkich odcieni
piękna życia.

.

***
Reisefieber” Mikołaja Łozińskiego (czytane w odwróconej chronologii – po „Książce” i „Bajkach dla Idy”) wpisało tego autora do grona wielce ulubionych.
Ta nagradzana, debiutancka opowieść, dotknęła mojej tęsknoty za mistrzostwem Krzysztofa Kieślowskiego. Jest coś bardzo, bardzo bliskiego w tych spojrzeniach...



13:52, alleksandra.r
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74