|
Archiwum
Zakładki:
1. czytani zazwyczaj
2. milczący
3. ...
|
negatywy dnia, klisze słów, komentarze współczesności...
piątek, 27 stycznia 2012
wrażenia / archiwalia
*
poniedziałek, 23 stycznia 2012
nawet łagodną zimą...
Najwięcej jest sikorek - gromadka potrafi liczyć ok. 20 ptaszydeł;
niedziela, 22 stycznia 2012
chwilowo
kiedy tak śnieżyło nocnie miałam wrażenie,
niedziela, 08 stycznia 2012
między jawą a snem
spowolnienie życia, obserwowane od początku roku,
sobota, 31 grudnia 2011
pomiędzy końcem a początkiem
uciszam ją, rozświetlam, Stąd tak jest mi blisko do ostatniego hasła
… i właśnie...
poniedziałek, 19 grudnia 2011
odporność na święta
płacę rachunek 55,55 co wzbudza entuzjazm kasjerki; dobrze znana droga z Bielan na Grochów – nadspodziewanie na fali zielonych świateł wiele niewypowiedzianego,
niedziela, 27 listopada 2011
Artystyczny coming out
Na wernisażu tłumy jakby przyszło niemal całe ASP + znajomi znajomych. Budynek główny dawnej weterynarii wypełniony piętro po piętrze. Szorstkość odrapanych ścian, nierównych podłóg, wysokich progów, zapominanych okien wkomponowała w siebie sztukę wyróżnioną. Siedem wydziałów i 22 wybrane dyplomy. Na mnie największe wrażenie (także pod względem znakomitej prezentacji) zrobił projekt scenografii teatralnej. Jej głęboki i nieprzypadkowy surrealizm, wizyjność i perfekcja oczarowywały widzów. Aż szkoda, że pewnie nigdy nie zostanie (teatralno-galeryjnie) zrealizowany... Nie tylko z uwielbienia dla książek i sztuki typograficznej polecam przejrzenie „Kwiatków św. Franciszka” w wersji gotycko-drzeworytniczej ale z wyobraźnią XXI wieku. I wreszcie najpotężniejszy eksponat z pracowni rzeźby prof. A. Myjaka. Jego symbolizm, surowość, a jednocześnie bliskość i tajemnica stanowią o skończonym, świadomym i niepokojącym w swym wyrazie – dziele. Wszystkie prezentowane prace na stronie projektu i kilka mniej dokumentujących impresji wokół prac autorstwa: 1,2,3 Malwiny Chabockiej 4 Uli Łojko-Smogorzewskiej 5 Zuzanny Ziółkowskiej 6 Pauliny Buźniak 7 Małgorzaty Brecht 8 Anny Rzeźnik 9 * Doroty Pawiłowskiej
* ze szczególną dedykacją spotkania w/na Mecie
sobota, 12 listopada 2011
Jej Wysokość – Sade
Ten koncert pozostaje nadal w aurze baśni i poezji. Fenomenalna artystka na światowym tournee – to było pewne. Zaskoczyła mnie siła Jej charyzmy. Urzekło piękno i perfekcja, a nade wszystko naturalność i prawdziwość, która tak rzadko wygrywa ze scenicznością. Publiczność nie skandowała „Sade”, ale to jest jak szept, który jeszcze długo będzie towarzyszył sercu... king of sorrow
*** recenzja z łódzkiego wydania Gazety Wyborczej
niedziela, 06 listopada 2011
zapełniając milczenie
Jesień tego roku niezwykle łaskawa... dla podróży, widoków, optymizmów nad miarę. Ciągle nie czas smętnego grabienia brzozowych liści. W rozedrganiach, bezsennościach, zdążeniach ratunek w tekstach: Max Frisch „Być na świecie: to znaczy być w świetle.” (Homo Faber) Orhan Pamuk „ Prawdziwe muzea to miejsca, gdzie czas zamienia się w przestrzeń.” (Muzeum niewinności) Tiziano Terzani „Poeci odgrywają szczególną rolę w tym społeczeństwie. To posłańcy sfery boskiej. Są potrzebni, by głośno wyrazić to, co ludzie myślą po cichu.” (Dobranoc, Panie Lenin*). Gabriel Garcia Marquez „Tego roku jesień w Paryżu zaczęła się nagle i późno, lodowatym wichrem, który zdmuchnął z drzew ostatnie złote liście. W południe pozamykano tarasy kawiarenek, życie spochmurniało, a promienne lato, które przeciągało się ponad wszelką rachubę, pozostało jedynie w pamięci. W ciągu kilku godzin minęło nieomal kilka miesięcy.” (Morze utraconych opowiadań i inne felietony) *Dość ciekawa opowieść, bo w szczególny sposób pokazuje jak rozpadał się Związek Radziecki.
niedziela, 23 października 2011
Pustynie czyli Tinariwen
Ich muzyka „jest równie przestrzenna jak ponadczasowa, czyli taka jak sama pustynia”. W rytmie truchtu wielbłądów, przeszywających gitarowych riffów i transowości głosów, powstawał świat osobny, nieskończony i przepełniony duchowością. Na tym koncercie brzmieli przepięknie!!! Myślę, że to wrażenie potęgowały same męskie głosy (na płytach np. kobiece chórki). A moim oczarowaniem była postać z prawej strony :) Widoczna na fragmentach wczorajszego koncertu: Palladium 1 i 2 . A to, że zachwyt był ogólny i wzajemny, pokazały długie bisy i te cudne oklaski już w foyer, gdy przechodził jeden z muzyków.
niedziela, 09 października 2011
środa, 05 października 2011
Pina oraz inne (muzyczne) archiwalia
Ciągle nie potrafię znaleźć własnej odpowiedzi na fenomen teatru tańca Piny Bausch. Widziane (we wrześniu) trzy spektakle układam według natężenia emocji. Najpierw „Ofiara wiosny” (do muzycznych fragmentów„Święta wiosny” I. Strawińskiego) – totalna w zatraceniu, fizyczności, dzikości i pięknie. „Cafe Muller” – przejmujące, ascetyczne, pełne onirycznego milczenia. I „Vollmond”, który lekko roz-czarował zanim za-czarował. Może dla mnie zbyt widowiskowy, chwilami za mocno groteskowy i kabaretowy. Ale to w tym księżycu odbijało się wszystko co charakterystyczne dla pełni Jej teatru – afabularyzm, żywioły, kontrastowość i... niekończąca się opowieść o uczuciach (miłości, szczęściu, tęsknocie, samotności, rozpaczy, smutku), które walczą w nas, walczą z nami... Wyimki z tych historii, zbliżenia twarzy, spotęgowanie ruchu, ekspresja bólu i esencja radości. Do tego niewiele słów albo milczenie. Fenomenalna muzyka. Hołd pamięci złożony Pinie Bausch przez Wima Wendersa i zespół Tanztheater Wuppertal. Można, nie znając spektakli, zanurzyć się w ich niezwykłym świecie. Można niemal wejść na scenę, odkryć więcej szczegółów, doświadczyć zmniejszenia dystansu. I więcej zrozumieć... Te filmowe (prawie) dwie godziny nie są zwyczajnym dokumentem, nie są też zwykłą rejestracją spektakli. Są przeżyciem, istnieją na granicy sztuki, wspomnień, życia i śmierci. Pozostają słowa Piny Bausch „Tańczcie, tańczcie; inaczej jesteście zgubieni”... Dodam, tańczcie szczególnie poprzez oglądanie „Piny”... A muzyka zaczarowuje (fragment ulubiony) * Intensywność muzyczna tej jesieni ogromna. Przemknął Festiwal Skrzyżowania Kultur. Liczyłam na nowy projekt Urszuli Dudziak z zespołem Superband Jana Smoczyńskiego. Niestety, drugi raz zawiodłam się na występie tej gwiazdy... Zadziwiającym fenomenem był zaś występ Nigeryjczyka – Femi Kuti z zespołem. Miałam wrażenie, że prawie cała Kongresowa to jego fani. Owszem charyzmatyczny, ale żeby aż tak? :) * Z Szalonych Dni Muzyki tym razem bardzo niewiele. Andriej Korobeinikow i Brahms fortepianowo. Za rok muzycznymi bohaterami będą kompozytorzy rosyjscy, więc z pewnością z jego wirtuozerią jeszcze będzie można się spotkać. A warto... I moje spóźnione odkrycie – Motion Trio. Brahms i Liszt rozpisani na trzy akordeony. Poza tym piękne emocje, wiele radości z grania i rozmowy z publicznością, a od słuchaczy odwzajemniona fascynacja. A koncert zaczęli trochę poza-repertuarowo [….]
niedziela, 25 września 2011
Gdzie jest sztuka?
Po sobotnim maratonie 14 (z 17) galerii z pewnością wiem, jak znaleźć sztukę (pokonując cudnej urody klatki schodowe ocalałych kamienic, wchodząc w meandry podwórek i bram, rozszyfrowując artystyczne enklawy w industrialnych przestrzeniach), ale nie mam jasności co do jej kondycji... Oczywiście zdarzały się przebłyski, jak w Galerii M², gdzie Andrzeja Wasilewskiego pisanie o tym, że kocha, lubi, szanuje, prowadzące do bolących przeciwieństw [bije, dusi, katuje (?)*]. Bo jakże często: „Love will tear Us Apart”. W pobliskiej Czarnej też intrygujące prace Doroty Buczkowskiej, ale dopiero spojrzenie w portfolio zakodowało na trwałe instalację, co prawda „Bez tytułu”, ale dla mnie huśtawkę (m.in. tu wspomniana). W nowej siedzibie Galerii Appendix2 m.in. zapowiedź większego projektu Jaremy Drogowskiego z maszyną do... szeptania. Wreszcie też dotarłam do przestrzeni, którą odbierałam i odbieram niezwykle pozytywnie. Dom Funkcjonalny obecnie przyciąga fotografiami Wojciecha Plewińskiego. Silnie wierzę, że ta otwartość miejsca oraz idei połączona z artystyczną swobodą – będzie trwałym wyróżnikiem nie tylko na okazjonalnej mapie. U Klimy Bocheńskiej tłum nieco mniejszy niż można by przypuszczać, zważywszy na wielość nazwisk dyplomowych z pracowni L. Tarasewicza (pod opieką P. Susida). I na koniec ponowne wejście w klimat Soho Factory. Wrażenie, że odległe okolice Mińskiej nabierają rozpędu i są coraz modniejsze / głośniejsze (po przeminięciu Mińskiej 25). Nawet Magazyn Praga tam się przeniósł...
* dopisuję z pamięci, która może być nie-do-słowna
środa, 21 września 2011
Podróż w wiek XIX
Nie wiem jeszcze, czy runą rodzinne mity, czy może wskrzeszą się wyblakłe. Nie szukam wielkich tajemnic, choć odnajdują mnie te Ludzkie... Podróż nie tak odległa geograficznie stała się wyprawą przez stulecia. Nie zapomnę zapachu starych ksiąg, kart (wy)czerpanych, wykaligrafowanych pięknie – niekiedy cyrylicą. Tu imię mi bliskie (pierwsza połowa XIX w.)
a wokół jesień przyćmiona
niedziela, 18 września 2011
myśli złapane
Milczenie ma wiele odcieni, Dużo mnie we mnie, Kontrast . ***
|