Menu

PISANE O ZMROKU

negatywy dnia, klisze słów, komentarze współczesności...

Kryminalne przemyślenia, podczas przeziębienia...

alleksandra.r
Mniej więcej rok temu nieco bardziej zainteresowałam się kryminałami: miały coraz lepszy PR, kreowały modę na czytanie i awansowały w ocenie przynależności gatunkowej. Nadal nie znam skandynawskiej klasyki, która zrewolucjonizowała spojrzenie na ten styl pisania i znacznie poszerzyła grupę oddanych czytelników, ale wiem, że odrodzenie tego gatunku miało swój sukces nie tylko w coraz doskonalszych fabułach. Ten sukces rozkładał się między ciekawie naszkicowane tła społeczne, obyczajowe albo historyczne, nietuzinkowych bohaterów oraz przekonywał wnikliwością opisu praktyk kryminologów, profilerów itd.
Podążając tak zdefiniowaną ciekawością przeczytałam:
„Pochłaniacz” Katarzyny Bondy (doświadczenia z pracy dziennikarki śledczej i powrót do mafijnych wątków lat 90. wsparte coraz precyzyjniejszym warsztatem pisarskim przyniosły świetny efekt);
„Jaskiniowca” J. Horsta (połączenie śledztwa policyjnego i dziennikarskiego, współzależność nastoju bohatera z poetyckim opisem zimy oraz problem samotności – stawia tę książkę wysoko w przyjemności czytania);
„Białe kruki” Ch. Mjåseta (środowisko chirurgów opisane przez… chirurga i to w sposób bardzo wciągający. Na tym tle nieco słabiej wypada jego wcześniejszy „Lekarz, który wiedział za dużo”, ale i tak mocno zapada w pamięć);
„Bezcennego” Zygmunta Miłoszewskiego (kluczem dla mnie był wątek poszukiwania „najcenniejszego” z zagrabionych dzieł sztuki, ale nie spodziewałam się takich zwrotów akcji i tak niesamowicie filmowej opowieści. "Bezcenny" pozostaje bezkonkurencyjny!).
Przy okazji utwierdziłam się w przekonaniu, że pisarstwo Marka Krajewskiego jest dla mnie irytujące i nie potrafię zrozumieć gloryfikacji tego autora, choć już coraz słabszej pod zarzutami wtórności…
 
Skromne są więc moje czytelnicze doświadczenia, ale z tym większą ciekawością uzupełniłam „wiedzę” o trylogię z postacią prokuratora Teo(dora) Szackiego. Miejsca akcji: Warszawa – Zamość – Olsztyn. Ramy czasowe: osiem lat. Każda z głównych spraw silnie wsparta na ważnym społecznym problemie: „Uwikłanie” – służby specjalne komunistycznej Polski po 1989 r.; „Ziarno prawdy” – stereotypy antysemickie, „Gniew” – przemoc domowa.
Trylogia czytana w krótkich odstępach czasu wyraźnie pokazuje jak ewoluował warsztat pisarski Miłoszewskiego. Dopiero w „Gniewie” znalazłam fragmenty prozatorsko świetne i dużo zabawnych perełek („Była jak aligator uwięziony w pluszowym kombinezonie” – majstersztyk charakterystyki!). Również ciekawe były obserwacje dotyczące charakteru głównego bohatera, któremu od pierwszych stron trudno było odmówić seksistowskiej postawy. Stąd pewnym symbolicznym gestem stało się uwikłanie prokuratora w (taką a nie inną) ostatnią sprawę, nadanie mu cech „gniewności” i skonfrontowanie go z prawdziwymi ojcowskimi obowiązkami wobec 16-letniej Heleny.
Ostatnia część trylogii zgodnie została uznana za najmocniejszą w przekazie. Miłoszewski doprawdy znakomicie zarysował problem przemocy domowej, naświetlając go z wielu stron (ofiary, sprawcy, sąsiadów / świadków, służb, świadomości społecznej, prawnej i mediów). Natomiast pod względem pomysłu i spójności rozwikłania kryminalnej zagadki, to jednak „Gniew” im bliżej finału, tym bardziej tracił na sile wiarygodnych rozwiązań. Stąd mam wrażenie, że pierwszym częściom przypadło więcej staranności w wymyślaniu i rozrzucaniu kryminalnych puzzli…
Niemniej jednak „Gniew” ma wielu fanów, metkę „bestsellera”, Paszport „Polityki”, dobre słowa krytyków i pewnie sporą grupę urażonych olsztyńskich, lokalnych patriotów z miasta „jedenastu jezior, tysięcy mżawek i miliona mgieł”.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kluczyk] *.internetdsl.tpnet.pl

    Muszę przyznać, że słyszę naprawdę różne opinie na temat "Gniewu". Chociaż nadal większość z tych opinii to pozytywy.

© PISANE O ZMROKU
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci